piątek, 6 grudnia 2013

Pozwól dojrzeć żart!

Witajcie! Mam nadzieję, że podobała Wam się moja ostatnia notka. Dzisiaj miało być planowo o czymś innym, ale emocje wzięły górę i dzisiejsze dzieło musiało wepchnąć się w kolejkę. Tym razem nieco krócej, więc chyba Was nie zamęczę. Nie przedłużając, zapraszam!


Internet to magiczne miejsce, w którym każdy może pokazać się światu, bez względu na zdanie innych. Nie trzeba nikogo prosić o pozwolenie lub fundusze. Wystarczy trochę wolnego czasu i pomysł, a resztą zajmą się widzowie. Jest to świetna okazja dla ludzi, którzy tworzą coś niesamowitego, lecz nie potrafią się wybić, ale też i dla tych, którzy reprezentują sobą, powiedzmy, sztukę „niższą”. I właściwie nie jest to nic złego. W końcu każdy z nas poszukuje czegoś innego. Jeden pragnie poczytać czy obejrzeć coś z przesłaniem, a drugi po prostu zrelaksować się, pośmiać, „odmóżdżyć”. Prawdę mówiąc najczęściej największą popularność zyskują twory lekkie, zabawne, czasem głupie. Dziś zajmę się jednym z nich.
Jakiś miesiąc temu na Youtubie pojawił się filmik, który bardzo szybko zyskał dużą popularność. W momencie, w którym piszę te słowa, ma 23 903 669 wyświetleń, 139 491 „łapek w górę” i 15 156 „łapek w dół”. Jak widać opinie są podzielone, lecz zadowolonych słuchaczy jest o wiele więcej. A o jakim filmiku dokładnie mówię? Część z Was może już się domyśla, że chodzi o teledysk piosenki „My Słowianie” Donatana i Cleo. W jaki sposób klip zyskał tak dużą popularność? Jakie są jego atuty? A może ma jakieś wady? Spróbujmy się o tym przekonać.


Jeśli chodzi o powody popularności, to myślę, iż każdy zgodzi się, że wielka zasługa przypada aktorkom/modelkom, które w teledysku występowały. Te ich magnetyczne spojrzenia, taniec... tak, tak i oczywiście – biusty. Ale nie twierdzę, że tylko głębokie dekolty ściągnęły publiczność. Sama melodia jest bardzo chwytliwa, skoczna. Potrafię zrozumieć, jeśli komuś się to podoba. Ja sama przy pierwszym odsłuchaniu stwierdziłam, że piosenka jest nie najgorsza. Ale przy kolejnym i kolejnym, i kolejnym... Kiedy piosenka zaczęła atakować mnie w radio, na imprezach, kiedy zaczęłam tak naprawdę wsłuchiwać się w tekst. Borze wszechlistny! Moje nerwy nie mogły tego dłużej znieść i musiałam, po prostu musiałam się na ten temat wypowiedzieć.
Może zacznijmy od ostrzeżenia wystosowanego do słuchaczy przez Donatana.

„Jeżeli masz problemy z poczuciem humoru i dystansem do świata, lub cierpisz na nadciśnienie i uwiąd starczy, nie oglądaj tego teledysku. W każdym innym przypadku przed włączeniem klipu zapoznaj się z pojęciem słowa "ironia" i skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą gdyż teledysk niewłaściwie zrozumiany może zagrażać twojemu życiu i zdrowiu”.

         Kilka uwag. Po pierwsze, jeśli chodzi o powyższy tekst jako całość... Rozumiem, że miał dać wszystkim znać, że piosenka (tekst i teledysk) jest żartem, tak? Cóż, dziękuję bardzo! Inaczej nigdy bym się nie domyśliła, bo przecież jestem idiotką! Czy tak myślicie o wszystkich swoich słuchaczach?
Zdradzę wam mały sekret dotyczący żartów. Jeśli są naprawdę śmieszne, to nikomu nie trzeba mówić, że są żartami! Ludzie po prostu domyślają się tego i się ŚMIEJĄ.
         Ale może przesadzam. Może Donatan po prostu nie chciał, by ktoś poczuł się przez filmik urażony? To by bardzo dobrze o nim świadczyło... Pozostaje tylko problem: nawet jeśli ktoś rzeczywiście poczułby się urażony, to kogo to obchodzi?! Widzieliście kiedyś twórców, nie ważne czy muzyków, czy filmowców, czy pisarzy, którzy już na wstępie swojego dzieła asekurancko tłumaczą się, że to wszystko to są tylko takie żarty, że to się nie dzieje naprawdę? Czy ktoś widział takie ostrzeżenie przed obejrzeniem teledysku do „Bożenki” Braci Figo Fagot?! Nie! Bo takie coś jest nie tylko niepotrzebne, ale też w ogóle nie zabawne.
A po drugie, jako że nie dotyczą mnie żadne z wymienionych przez Donatana problemy, postanowiłam rzeczywiście zapoznać się z pojęciem „ironia” (pozwólcie, że kontakt z lekarzem i farmaceutą sobie odpuszczę – lubię życie na krawędzi). Oto wyniki moich badań.

Z definicji krótkich:  

"ironia - kpina, złośliwość lub szyderstwo ukryte pod pozornym żartem lub wypowiedzią aprobującą" [http://sjp.pl/ironia].

         Czyli... skoro teledysk jest ironiczny, to znaczy, że mam myśleć, że to tylko żart, ale tak naprawdę Donatan i Cleo ze mnie kpią? A może nie ze mnie, ale ze wszystkich Słowian! W końcu to o nich jest ta piosenka! Hm, to nie było zbyt miłe. Ale cóż, może dłuższa definicja od cioci Wikipedii coś na to poradzi? 


         Hm... Okazuje się, że jest wiele oblicz ironii. O który z nich mogło chodzić? Widzę trzy możliwości:
1)  twórcy teledysku jednak pod pozorem żartu ukryli kpinę;
2) mówiąc o ironii, chodziło im o to, bym to ja przyjęła ironiczną postawę, czyli nie przejmowała się zbytnio teledyskiem;
3) byśmy wszyscy okazali dystans wobec stereotypów... Tylko, że to byłaby już AUTOIRONIA.
Przyjmijmy jednak, że chodziło o ironię z punktu trzeciego i przejdźmy już do samej piosenki.

„My, Słowianie, wiemy, jak nasze na nas działa”

         Pierwsza linijka i już wyprowadza mnie z równowagi. „Nasze”? Nasze co? Jak działa? Ja nie wiem. Czy to znaczy, że nie jestem Słowianką? Ech, może później się wyjaśni.

"Lubimy, jak poruszasz tym, co mama w genach dała.
To jest ta gorąca krew, to jest nasz słowiański zew!
My, Słowianki, wiemy, jak użyć mowy ciała,
Wiemy, jak poruszać tym, co mama w genach dała.
To jest ta słowiańska krew, to jest ta uroda i wdzięk!"

         Dobra, wiemy już, że piosenka będzie nawiązywać do stereotypu, że polki są najpiękniejsze, choć Słowianki to też kobiety innych narodowości. A swoją drogą, skoro Słowianki są takie najlepsze, to ile razy wygrały wybory miss świata? Może nie jest to bardzo wymierne kryterium, ale jakieś muszę mieć. Zatem? Cztery razy. Od 1951 roku cztery Słowianki zdobyły tytuł. Polka - Aneta Kręglicka, Czeszka - Tatiana Kucharova, Rosjanki - Julija Kuroczkina i Ksenia Suchinowa. A miss universe? Rosjanka – Oksana Fiodorowa.
         Z tego wniosek: Słowianki owszem, są super, ale nie są najlepsze na świecie. Gdyby były, wygrywałyby wszystkie konkursy za każdym razem. I może powiecie, że za bardzo się czepiam, albo przesadzam, ale taka jest właśnie moja reakcja na generalizację, której szczerze nienawidzę.
Dalej piosenka jest mniej więcej o tym samym. Cleo wychwala walory Słowianek (które możemy jednocześnie obserwować na teledysku), cieszy się, że wszystko to jest naturalne. Ale muszę przytoczyć fragment, który naprawdę mnie rozbawił:

„A nasze Panie nie mają kompleksów,
Bo nie mają powodów ich mieć”.

         Droga Cleo, jeśli kiedykolwiek widziałaś, poznałaś kobietę, która nie posiada kompleksów (ale ŻADNYCH, nawet najmniejszych), to błagam poznaj mnie z nią. Może czegoś bym się od niej nauczyła. Bo póki co jeszcze nie spotkałam takiej, która by ich nie miała. I cóż to za argument, że nie mają do nich powodów? Chyba żadnej kobiecie jeszcze to nigdy nie przeszkodziło w znalezieniu choćby malutkiego fragmentu swojego ciała, na który mogłaby narzekać.
A teraz najlepsza część:

„To, co nasze jest, najlepsze jest, bo nasze jest (to!),
To, co nasze jest, najlepsze jest to nasze, wiesz? (to!)
To, co nasze jest, najlepsze jest, bo nasze jest (to!)
To, co nasze jest, najlepsze jest to nasze, wiesz (to!)”

         Nie ma to jak solidne, niepodważalne argumenty. To co jest najlepsze jest nasze, bo jest najlepsze i jest nasze... Czy jakoś tak. W każdym razie przekonałaś mnie Cleo! Od teraz pobiję się z każdym, kto będzie twierdził, że mamy problem ze służbą zdrowia, oświatą, biurokracją, drogami czy pkp! Jeśli są nasze to są najlepsze i już!
         Do tekstu wkrada się jeszcze jeden sterotyp, który właściwie nie ma za bardzo związku z całą resztą, ale chyba się rymowało, więc kto by się przejmował szczegółami. Chodzi o słynne picie wódki, która jest lepsza niż whiskey i gin. Chyba nikt się nie zdziwi jeśli teraz stwierdzę, że o gustach się nie dyskutuje?

„A w teledysku nie ma podtekstów”

Hm, ciekawa jestem co oznacza ten trudny termin...

podtekst - ukryte znaczenie wypowiedzi, zamaskowane przez jej sens bezpośrednio dostępny, pozostawione domyślności słuchacza lub czytelnika.

Podtekst obejmuje zwykle treści, o których nie wypada lub nie można w danej sytuacji mówić wprost, a więc niecenzuralne, nieprzyzwoite lub z jakiś powodów przykre dla odbiorcy”.
(http://www.cotojest.info)

         Ta jasne. Nie ma ani jednego, O.K. cokolwiek powiesz Cleo. A może użyłaś tego słowa specjalnie? Każdy słysząc „podtekst” nie będzie zastanawiał się, czy było tam jakieś „nie”, prawda?
I po raz kolejny tłumaczenie się z żartu? Serio, załapaliśmy za pierwszym razem! Poza tym, kto odwołuje się do teledysku w tekście piosenki? Czy on powstał najpierw? Czy dopisali ten tekst potem? Chyba jedynym wytłumaczeniem jest, że wymyślając tekst wizualizowali sobie od razu, jak będzie wyglądał teledysk i na koniec stwierdzili, że kogoś może urazić, czy ktoś nie zrozumie żartu. A potem jeszcze zdecydowali dodać ten kretyński tekst na początku klipu, tak na wszelki wypadek. Cóż, co za dużo to nie zdrowo. A przy okazji, nie przewidzieli, że piosenka stanie się popularna? Z tak obdarzonymi kobietami? Dziwne, a może skromne? Tylko trochę szkoda, że jednak nie przyszło im to na myśl. Bo piosenka wydaje się bez teledysku nie funkcjonować, a jednak jest puszczana w radio. Dla kogoś, kto filmiku nie oglądał (a mimo wszystko są z pewnością takie osoby), fragment ten będzie brzmiał absurdalnie i bez sensu. Chyba, że zaintrygowany szybko podbiegnie do komputera i odtworzy teledysk, żeby na własne oczy zobaczyć ten „brak podtekstów” i tym samym jeszcze bardziej zwiększy liczbę wyświetleń! Genialne!

"Jak nie wierzysz, to pojedź na wieś!"

Byłam, nic takiego nie widziałam, dziękuję.
         
         Jest jednak jeszcze jeden element, oprócz płytkiego tekstu, który powoduje, że pragnę walić głową w ścianę. Wokalistka, a dokładniej jej głos. Brzmiący jak skrzek. Dla osoby uwielbiającej głębokie, miękkie dźwięki to „coś” jest nie do zniesienia. Ale kobieta ma naprawdę pięknego warkocza. Jej chyba też się spodobał, skoro występuje w nim podczas praktycznie każdego wywiadu...
         A jeśli chodzi o mój ulubiony moment w piosence? Druga minuta, dwudziesta szósta sekunda teledysku do minuty drugiej, czterdziestej dziewiątej sekundy. Wokalistka nareszcie zamyka buzię, tancerki pięknie się kręcą i możemy posłuchać przyjemnej melodii.
Jeśli miałabym wydać teraz werdykt, powiedziałabym, że jeśli chodzi o mnie, to chciałabym już nigdy w życiu nie słyszeć tej piosenki i oddałabym naprawdę wiele, żeby została usunięta z mojego mózgu. Powtórzę jednak, że całkowicie rozumiem, dlaczego jest lubiana przez tak wielu i nikogo nie będę z tego powodu winić. Tym bardziej, że jak pisze w opisie filmiku Donatan:

„Numer nagraliśmy dla żartu na rozgrzewkę w studio, a on okazał się być zbyt dobry, żeby leżeć w szufladzie”.
        
         Czyli jednak nie powinnam czepiać się głupiego tekstu o niczym? Nie sądzę. Bo ja, w przeciwieństwie do samych twórców, szanuję ich pracę. Nad tym teledyskiem pracowało naprawdę sporo osób. Serio, sami zobaczcie.

"Muzyka: Donatan 
Produkcja: Donatan
Wykonanie: Cleo
Tekst: Cleo
Reżyseria: Piotr Smoleński 
Scenariusz: Donatan
Zdjęcia: Piotr Smoleński oraz Michał Jadiello
Montaż: Piotr Smoleński oraz Michał Konrad
Korekta barwna: Michał Konrad
Kierownik planu: Donatan
Charakteryzacja i kostiumy: Urszula Łęczycka, Martyna Jeziorska, Magdalena Klonowska
Światło: Robert Kuliś
Kran: HRE
Pomoc na planie: Daniel Ciesielski, Kamil Ornanowicz
Rysunek: Andrzej Tomaszuk
Lektor: Paweł Olszowik 
Foto: Daniel Bienias
Mix i Mastering: Jarosław Baran 
Cyja i Altówka: Jacek Kopiec oraz Magdalena Brudzińska
Nagranie zostało zrealizowane w studio : Gorycki & Sznyterman

Teledysk został nakręcony dzięki uprzejmości najbardziej urokliwego skansenu w Polsce : Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka 

Wystąpili:
Donatan
Cleo
Luxuria Astarotch 
Zespół Warszawianka
Natalia Dudek
z agencji PKMK
Ada Barbarewicz
Joanna Wiktoria Czubak
Alexsandra Gurevich
Karolina Radziszewska"


         Moim zdaniem, jeśli ktoś angażuje ludzi, wydaje pieniądze i trudzi się, by stworzyć taki naprawdę fajny teledysk, to mógłby chociaż przeczytać raz jeszcze słowa piosenki i zastanowić się nad nimi! Może dałoby się coś poprawić? Zmienić? Pierwsza wersja tekstu nigdy nie jest najlepsza, żeby się doskonalić musimy pogodzić się z tym, że popełniamy błędy i zwyczajnie starać się je poprawiać. Jak dla mnie ten tekst jest nie tylko płytki i głupi, ale też okropnie leniwy.

         Traktujcie swoich słuchaczy poważnie. Nie jesteśmy idiotami.

5 komentarzy:

  1. We mnie wywołała pozytywne odczucia - przypomniałam sobie o wspaniałych momentach z aktywności w Zespole Tańca Ludowego i zamiłowaniu do polskiego folkloru.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piosenka nie jest podręcznikiem, żeby przekazywać obiektywną prawdę i przesadą jest doszukiwać się w niej błędów rzeczowych. Co do tekstu przed teledyskiem - ja to odbieram jako żartobliwą parafrazę komunikatu z reklam leków, która jednocześnie "chroni" przed potraktowaniem tekstu na serio, bo niestety piosenek na podobnym poziomie, a jednocześnie pisanych bez konwencji żartu jest sporo.
    Co do samego utworu - słuchałam raz i nawet chyba nie dotrwałam do końca. Zgadzam się - tekst o niczym, wokal nieprzyjemny. Teledysk też mnie nie porwał... Piosenka generalnie mi się nie podoba, ale nie dziwi mnie, że są ludzie którzy ją lubią.
    Na przyszłość proszę - nie recenzuj piosenek jak publikacje naukowe (i nie zacznij tak ostro oceniać prezentacji na ćwiczeniach;) Czekam na kolejne wpisy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz! Ten tekst początkowy też za pierwszym razem wydał mi się zabawny, do moich obecnych wniosków doszłam po przemyśleniu tematu ;)
      Ale wierz mi, jakbym chciała ocenić tę piosenkę jak publikację naukową, to byłaby o wieele dłuższa i bardziej rzeczowa. Tu przedstawiam tylko i wyłącznie moje personalne odczucia ;)

      Usuń
  3. W sumie z małą ilością opinii się zgodzę, ale to chyba dobrze. Po pierwsze ciężko jest ocenić jakiś otwór danego wykonawcy nie znając jego wcześniejszych utworów - tzn. nie poznając jego tzw. profilu twórczego. To tak jakby ocenić sobie jedno zdanie z książki, nie czytając jej w całości. Ogromną popularność zyskał wcześniejszy teledysk Donatana 'Nie lubimy robić', który daje genezę dla "My słowanie". Całość wypowiedzi powinna się zacząć od tego, co w ogóle sprawiło, że ten drugi powstał. Tam już spotkamy piękną Luxurię Astaroth. Po pojawieniu się tego teledysku zaistniał boom na tą panią, która bardzo szybko zaczęła się pojawić w różnych mediach. Wiele oglądających chcieli jej więcej i więcej. Stąd też jej udział w "słowianach". Poza tym, Donatan ma swój klimat, od dawna nie zmienny, i tak jak to z utworami bywa - jednym się podobają, drugim nie. Ale, tak jak mówiłam, kto Donatana znał wcześniej, zrozumiał genezę większości fragmentów, na których nie zostawiasz suchej nitki. Fragment na początku? Prócz poinformowania o tym, że jest to utwór prześmiewczy, przede wszystkim było to wyśmianie powtarzającego się w kółko w telewizji fragmentu czytanego przez lektora po każdej reklamami syropu, tabletek czy kremu na ból dupy. Za pierwszym razem zabawna, przez sam fakt parafrazowania do wkurzającego wszystkich fragmentu z tv. Za drugim razem po prostu pomijany w odsłuchiwaniu piosenki. Co do samego głosu, Cloe ma kawał głosu, nie można jej tego odmówić. Nie jest to głos do kościoła czy poezji śpiewanej ale... zaraz, mówimy tu o całkiem innym gatunku muzyki. Tagi głos jest tu pożądany, ma mieć pazur, to coś, co dokładnie widać na innych nagraniach : http://www.youtube.com/watch?v=wtTPGwdalzQ. Choć fakt, trochę to nie jej tonacja, ale jak widać- większości pasuje. Co do faktu wspominania tego, że w teledysku nie ma podtekstów. Otóż po publikacji "Nie lubimy robić' na Donatana zlała się fala krytyki od kobiet, które poczuły się urażone tym, że potraktował je jedynie jako 'nosicielki cycków umazane śmietaną, która przypomnina... no uhmm wiadomo co' więc tekst ten zapewne odnosi się do poprzedniego teledysku a zarówno uprzedza to, co pojawi się w tym, skoro to niejako KONTYNUACJA. Swoją drogą ostatnimi czasy cała twórczość Donatana kręci się wokół słowiańskich korzeni, więc słuchając poszczególnych kawałków możemy ułożyć to w niejako cały obraz- pełen prawd i stereotypów, w zależności od kawałka. Rozumiem, że oceniasz dany utwór, czyli tak naprawdę robisz to subiektywnie po przesłuchaniu sto razy w radiu, tv czy w lodówce, ale warto zauważyć, że ogrom 'wyświetleń' należy do fanów, który widzą to trochę szerzej, a jednocześnie - uważają to za żart. To część pewnej kultury, a fakt, że trafiło to do radia, gdzie jednak odbiór jest bardzo różnorodny - to już nie wina Donatana. Jeśli chciał nakręcić coś co było spontaniczne, wrzucić to do sieci, nagrać teledysk (a teledysków ma mnóstwo prawie do każdego utworu, bo po prostu lubi to robić, a zwykle są to teledyski niskobudżetowe, więc niejako traktuje je jako urozmaicenie dla fanów) to mogę tylko mu pogratulować, bo z jego chęci podzielenia się czymś spontanicznym, wyrosła wielka 'pompa' co pozwoliło mu się wybić, a jak wiadomo dzisiaj każdy chce być naj. Pomijając to jaki jest teledysk czy piosenka, chcąc nie chcąc osiągnęła swój cel, bo jeszcze niedawno o Donatanie słyszał mało kto, a dziś mówi o nim każdy. A jak wiadomo 'nie liczy się jak mówią, a ile mówią'. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, dzięki za taki wyczerpujący komentarz! :)
      Może rzeczywiście powinnam poświęcić nieco czasu na genezę utworu... Wezmę sobie tę radę do serca po postaram się to zmienić w przyszłości :)
      Choć nie zmienia to faktu, że każdy kto słucha piosenki nie znając innych utworów może dojść do podobnych wniosków co ja.
      No ale to tylko moja subiektywna opinia na temat tego, co aktualnie jest popularne ;)
      Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam :)

      Usuń